Sparta nie musiała polec

17 maj 2013

W meczu dwóch drużyn bez zwycięstwa w Toplidze wygrała ta bardziej doświadczona, ale niekoniecznie robiąca w tym spotkaniu lepsze wrażenie.

Po 5 przegranych meczów na kontach – takimi osiągnięciami mogli pochwalić się Warsaw Spartans i Silesia Rebels przed ich bezpośrednim starciem. Niezbyt imponująco, ale to oznaczało, że walka o pierwszą, wyczekaną wygraną będzie jeszcze bardziej emocjonująca.

Latający atak
Na boisku bocznym Stadionu Śląskiego większą presją oczekiwań musieli radzić sobie oczywiście gospodarze. Pokazali, że są tego świadomi, gdy w pierwszej serii biegi Sebastiana Pytla i kilka złapanych podań Pawła Szepiszczaka zaprowadziło ich od razu do czerwonej strefy gości. Przez chwilę wyglądało nawet na to, że w polu punktowym jedną piłkę złapał Zbigniew Szrejber, ale sędziowie uznali, że był już poza boiskiem. Po tej akcji Rebelianci zaczęli łapać niepotrzebne kary i zamiast przyłożenia zmuszeni byli zadowolić się tylko kopnięciem z pola wspomnianego przed chwilą gracza.

Warszawiacy postanowili odpowiedzieć atakiem powietrznym. Widać, że ulubiony system ofensywny Dimosa Spiropoulosa zaczyna odgrywać coraz większą rolę w ich planowaniu spotkań. Gościom trudno było od razu złożyć serię udanych akcji, ale w końcu dopięli swego (szczególnie, że Rebels, głównie przez niecelne podania, też nie potrafili zbyt długo utrzymać się przy piłce). Zagrania górą mają tę zaletę, że nawet jeśli nie są złapane, to dają szansę obrońcy na popełnienie przewinienia, które pomaga zdobyć niemal za darmo sporo jardów. Tak było na początku jedynej punktowej serii Spartan w tym meczu. Gdy już znaleźli się w czerwonej strefie gospodarzy, mimo dwóch nieudanych prób podań, za trzecim razem znów na nie postawili i przenieśli się na 4 jard. Stamtąd bieg Tomasza Ochnio wystarczył, żeby goście niespodziewanie objęli prowadzenie.

Kosztowne potknięcie
Zespół z Katowic nie miał zamiaru pozwalać beniaminkowi cieszyć się tym faktem zbyt długo. Michał Kołek lepiej znajdywał swoich skrzydłowych i (również dzięki.. dwóm offside'om z rzędu) doprowadził swój zespół na przedpole rywala. Tu jednak rozgrywający Rebels zaliczył kolejną już w tym sezonie poważną pomyłkę. Czekał z podaniem na zbiegającego do środka Szepiszczaka, ale nie zauważył, że tego samego doczekać nie może się już (były rozgrywający) Js Lund. Gdy futbolówka wreszcie opuściła rękę Kołka, amerykański defensor Spartans był już na miejscu i mógł od razu zacząć akcję powrotną.

Patrząc na wyrastające przed nim bloki i może dwóch graczy Rebeliantów, którzy nadążyli za tempem jego powrotnego sprintu wydawało się, że ta akcja może zakończyć się na tylko jeden sposób. Mniej więcej na połowie boiska Lund potknął się jednak o... własne nogi i wpadł w biegnącego przed nim liniowego. Gdyby nie to kosztowne potknięcie, to spotkanie potoczyłoby się pewnie zupełnie inaczej. Po przechwycie goście zdążyli jeszcze przed przerwą zagrać kilka akcji ofensywnych, w większości całkiem udanych, ale zakończonych bez zdobyczy punktowej. Do szatni schodzili tak czy inaczej na prowadzeniu.

Sygnał do ataku
W trzeciej kwarcie Rebels woleli nie ryzykować już rzucania piłki przez ich quarterbacka. Dzięki dobrej akcji powrotnej i świetnej dyspozycji Pytla, nie musieli. To temu biegaczowi należało się przyłożenie, które dzięki jego wcześniej wywalczonym jardom, z najmniejszej odległości mógł zdobyć za niego Tomasz Grabas. Spartanie przegrywali, ale nadal czuli się pewni siebie, próbując między innymi skutecznego fake puntu w na własnym 25 jardzie. Szczęścia zabrakło im chwilę później, gdy dobre i łatwe do opanowania podanie Tomasza Znidericza pechowo w górę podbił skrzydłowy Jakub Szymczyna. Piłka padła łupem obrony Rebels, ale mimo świetnej pozycji startowej atak nie potrafił zrobić użytku z tego prezentu. Seria gospodarzy zakończyła się tylko zablokowanym kopnięciem, a wynik nadal utrzymywał się na poziomie 11:8. Zaczęła się czwarta kwarta.

Spartans próbowali dalej, ale im mniej czasu pozostawało na zegarze, tym gorzej wychodziła im gra ofensywna. Znidericz ryzykował coraz więcej, ale to nie przynosiło efektu (czasami mógłby wymagać nieco więcej od swoich skrzydłowych). Prawie wcale nie działała gra biegowa, którą na stratę jardów zawsze zamieniała obrona gospodarzy. Zmienił to dopiero wybuchową akcją Bartosz Depczyński. To był sygnał, na który warszawiacy czekali. Znów skorzystali z opcji podania górą, które złapał Lund. Przeniósł swój zespół blisko 20 jarda Rebels, ale tam górą była już tylko obrona. Znidericz w czwartej próbie długo szukał wolnego skrzydłowego, ale w końcu to on był tym, którego znaleźli defensorzy ze Śląska. Kolejna niezła szansa na objęcie prowadzenia odeszła do historii.

Śląska gościnność
...ale Rebels najwidoczniej nie chcieli wydać się niegościnni więc po fumble'u przy snapie we własnej czerwonej strefie, szybko oddali piłkę Spartans. I tutaj jednak ani Znidericz, ani jego biegacze nie potrafili zdobyć żadnych pozytywnych jardów. Ten pierwszy, mimo wcześniejszych dobrych momentów i odważnych decyzji, pokazał w decydującym momencie, że ma jeszcze problemy z grą, gdy jest mocniej naciskany. Cena za to była wysoko, bo gospodarze, głównie dzięki 30-jardowej akcji biegowej Michała Janusza szybko przemaszerowali całe boisko i dołożyli swój drugi tego dnia touchdown. 13-punktowej straty nie dało się już odrobić w jednej akcji, na którą gościom został czas.

Mimo porażki, Spartans pokazali też trochę pozytywnej gry. Mówili po kilku meczach sezonu, że zrozumieli już jak trudno będzie ugrać coś w tym sezonie Topligi więc skupiają się na nauce nowego systemu, co ma zaowocować za rok. Postępy już widać. Przydadzą się co prawda wzmocnienia i kilku ”playmakerów”, którzy będą robić coś więcej po złapanym podaniu. W każdym razie, widzenie tak odważnie grającej spread-atak drużyny jest krzepiące i może w przyszłości pomóc dogonić dziś lepsze zespoły. Jeśli chodzi o Rebels, w końcu wygrali i trzeba im tego pogratulować, ale to kolejny mecz, po którym mam wrażenie, że im też przydałby się ktoś do przerobienia ich systemu ofensywnego. A do wyrównania dysproporcji między atakiem biegowym, a podaniowym na pewno.


AZS Silesia Rebels - Warsaw Spartans 19:6 (3:0, 0:6, 8:0, 8:0)

I kwarta
3:0 26-jardowe kopnięcie z pola Zbigniewa Szrejbera

II kwarta
3:6 przyłożenie Tomasza Ochnio po 4-jardowej akcji biegowej

III kwarta
11:6 przyłożenie Tomasza Grabasa po 1-jardowej akcji biegowej (podwyższenie za dwa punkty Tomasz Grabas)

IV kwarta
19:6 przyłożenie Tomasza Grabasa po 5-jardowej akcji biegowej (podwyższenie za dwa punkty Zbigniew Szrejber po podaniu Michała Kołka)


Mecz obejrzało 300 widzów.

MVP meczu:  Tomasz Grabas (running back AZS Silesia Rebels)