Zrobili co mogli

21 kwi 2013

W takich meczach z góry wiadomo, że o niespodziankę będzie więcej niż trudno. Co w takiej sytuacji pozostaje drużynie skazywanej na porażkę? Próbować, mimo tego wyrwać coś dla siebie. Rebels to się udało, a Giants zagrali solidnie. Wilk syty i owca niemal cała.

Po tygodniu wakacyjnego ocieplenia, sobota we Wrocławiu była ponownie chłodniejsza, przypominając obu zespołom o ich pierwszym, mroźnym pojedynku sprzed miesiąca. Wtedy, w Chorzowie, górą byli Giganci. Wygrali 61:0 i to był wynik, na którego powtórkę nie bez powodu stawiała pewnie większość zgromadzonych przy ulicy Sztabowej fanów miejscowych.

Pierwsza strata
Goście od pierwszej serii ofensywnej mogli przeczuwać, że to będzie trudny wieczór. W pierwszych trzech akcjach obrona Giants kolejno: zatrzymała ich bieg na stratę jardów i zbiła podanie, a Paweł Sekuła powalił Michała Kołka. Punt, który nastąpił moment później na pierwsze przyłożenie meczu zamienił Deante Battle. Torując mu drogę potężny blok zaliczył też Jamal Schulters czym jeszcze bardziej rozbudził swoich stojących za linią boczną kolegów.

To gospodarze bawili się tutaj dobrze, sami podwyższając wynik i nie pozwalając Rebels na rozwinięcie skrzydeł w ataku. Po pierwszej kwarcie prowadzili już 21:0, ale w jej końcówce zaliczyli też poważną stratę kadrową: podczas nieudanej próby powalenia rywala, Paweł Świątek wpadł pechowo w swojego kolegę z zespołu. Safety Giants co prawda wrócił do gry jeszcze na moment, ale później po długim czasie opatrywania przy linii bocznej został ostatecznie odwieziony w karetce na dokładniejsze badania.

Wszystko w rodzinie
Giants swoje punkty zdobywali najczęściej dzięki szybko przesuwającemu ich po boisku Schultersowi (który - pod nieobecność Marka Philmore'a – pokazał, że jest też bardzo groźny przy akcjach powrotnych po puntach) i pewnemu ramieniu Bartosza Dziedzica, który jak zwykle najpewniej czuł się w podaniach do swojego brata, Tomasza Dziedzica, a także innego perspektywicznego skrzydłowego, Patryka Matkowskiego. Obaj wide-receiverzy byli autorami kolejnych przyłożeń dla wrocławian (Dziedzic wydawał się nawet zdobyć jeszcze jedno wcześniej, ale sędziowie uznali, że zatrzymał się na pierwszym jardzie – wszystko zostało jednak w rodzinie, bo dodatkowe 90 centymetrów dodał moment później rozgrywający o tym samym nazwisku).

Między tymi touchdownami na listę punktujących wpisali się też jednak wreszcie Rebels. Już w poprzedniej serii byli na połowie Gigantów, ale musieli ostatecznie odkopywać piłkę. Tym razem, po wznowieniu, dzięki dobrej akcji powrotnej Artura Loncierza, zaczynali właściwie tam, gdzie poprzednim razem skończyli. Przeciwko pewnie grającej defensywie wrocławian, to i tak oznaczało długą drogę do przejścia o czym goście przekonywali się w poprzednich seriach. Michał Kołek wybrał więc... drogę na skróty: zagrał wysokie podanie za ostatnią linię obrony, które Paweł Szepiszczak złapał obok nieskutecznie próbującego strącić futbolówkę Deante Battle'a. Goście przenieśli się w ten sposób na 10 jard przed polem punktowym Giants.

Deja vu
Tam co prawda już w pierwszej akcji prawie stracili piłkę, ale w drugiej nieco poprawili swoją sytuację biegiem nieustępliwego Michała Janusza. Została próba trzecia, trochę przypominająca o sytuacji z pierwszego meczu tych drużyn, w którym Rebels nie potrafili wykorzystać niemal identycznej sytuacji. Wtedy podanie powędrowało do Marka Białasa, któremu zabrakło jednak może dwóch jardów do szczęścia. Białas, jeszcze rok temu ofensywny liniowy zespołu ze Śląska (jakaś nowa moda z tymi liniowymi...!), tym razem jednak nie zawiódł i złapał piłkę posłaną do niego w pole punktowe. Goście wpisali się na tablicę wyników i mimo że na dramatyczny powrót się nie zanosiło, to ich ofensywa i tak miała powody do zadowolenia.

Po stracie punktów Giants na wszelki wpadek woleli nie pozostawiać żadnych wątpliwości nikomu z obserwujących to spotkanie i to oni zdobyli kolejne cztery przyłożenia z rzędu, po drodze nie pozwalając też na ani jedną pierwszą próbę Rebels. Poza graczami pojawiającymi się w głównych rolach już wcześniej, na listę punktujących w szeregach Giants dopisał się jako ostatni Bartosz Świątek. Przejął podbite podanie Kołka i nietknięty odniósł piłkę w pole punktowe. Trudno winić tutaj rozgrywającego Rebeliantów, ale to już drugi tydzień z rzędu, kiedy przeciwnicy po przechwyceniu jego podania świętują przyłożenie. Tym razem z mniejszymi konsekwencjami.

Koncentracja
Ostatnią kwartę, co ciekawe, wygrali Rebels, bo jako jedyni w niej zapunktowali. Znów pomogło długie podanie, tym razem do Zbigniewa Szrejbera, który złapał je, mimo biegnącego obok Mateusza Szeflera (ten drugi doznał w tej akcji drobnego urazu i na wszelki wypadek trenerzy postanowili zakończyć jego występ w tym spotkaniu nieco wcześniej). Po tym zagraniu gościom brakowało tylko jarda do pola punktowego, z którego dodaniem czekali aż do czwartej próby (niepotrzebnie zaczęli od utrudnienia sobie życia falstartem). Kołek jednak nie spanikował i lekkim rzutem w róg pola punktowego ponownie znalazł Szrejbera. Zespół z Katowic zwiększył swój dorobek punktowy do 13 oczek, więcej niż podwajając zdobycze swojego ataku w trzech poprzednich meczach. To pozytyw, który mogą wyciągnąć ze swojej wizyty we Wrocławiu, mimo że pracy wciąż przed nimi sporo.

Giganci natomiast (najwidoczniej oglądali ostatnią kwartę meczu Eagles-Seahawks i też postanowili zdominować czwartą kwartę 12-akcjową serią, składającą się głównie z biegów Michała Konarskiego) wykonali swoje zadanie, zachowali się profesjonalnie w pojedynku ze słabszym rywalem. Nietrudno wtedy o dekoncentrację, na co nie miał jednak zamiaru pozwalić trener Mott Gaymon. Przesłanie miał najczęściej proste, po kilka razy powtarzając swojej schodzącej z boiska obronie frazy takie jak ”keep hitting them, keep hitting them, keep hitting them!” albo ”make the tackle” (również x3). Dla Giants był to przecież ostatni sprawdzian przed zaplanowaną na 1. maja bitwą o stolicę Dolnego Śląska (na trybunach Sztabowej siedziało zresztą kilku graczy Devils Wrocław). Wypadł dobrze, ale sporym minusem jest na pewno strata Pawła Świątka, który według wstępnych informacji klubu, nie zdąży wrócić na kolejne spotkanie.


Ciągle się uczę
Z Michałem Konarskim, fullbackiem Giants Wrocław, rozmawia Adrian Fulneczek.

Co w pomeczowym 'kółeczku' powiedział Wam trener-perfekcjonista, Mott Gaymon?
Był zadowolony z tego spotkania, ale on, tak samo jak i my wie, że przed wrocławskim derbami czeka nas jeszcze sporo pracy. Mamy kilka rzeczy do przećwiczenia.

W końcówce sam musiałeś nieść na swoich plecach ciężar gry biegowej, bo Jamal Schulters odpoczywał już przy linii bocznej. Efekty były całkiem niezłe.
Jak wiadomo w ostatnich akcjach podstawowym graczom zdarza się najwięcej kontuzji więc trenerzy zdecydowali, żebym z pozycji fullbacka wszedł na pozycję running backa i dokończył to spotkanie. Starałem się jak mogłem, niestety bez przyłożeń, ale było blisko.

Zmieniłeś w tym sezonie pozycję, o czym ciągle sporo się mówi. Też czujesz, że to aż tak duża zmiana, przejście od liniowego, do gracza biegającego z piłką?
To zupełnie inna organizacja treningów i właściwie wszystkiego, co działo się wcześniej dookoła mojej gry w futbol. Jak wiadomo linia ofensywna blokuje, a runner wykorzystuje te bloki. Wiem w związku z tym już, co moi koledzy z linii robią w trakcie biegu, natomiast dopiero uczę się tego, co biegacz powinien zrobić. Przy okazji chciałbym zaznaczyć, że każdy z dotychczas wybieganych jardów zawdzięczam właśnie mojej linii – najlepiej zapisać to „tłustym” drukiem!

Już 1. maja Derby Wrocławia. Myślicie już o tym? Rozpoczęliście wcześniejsze przygotowania?
Na ten mecz szykujemy się już od końca zeszłego sezonu czeskiego! Jak co roku jesteśmy zwarci, gotowi i cały czas trenujemy, żeby być w tym spotkaniu lepszym zespołem.

...ale wyniku na wszelki wypadek jeszcze nie przewidujmy?

Nie przewidujmy, bo później dużo osób mówi różne rzeczy, że się unosimy i tak dalej. Aczkolwiek... jestem pewny, że wygramy.


Daliśmy z siebie wszystko
Z Arturem Loncierzem, safety Silesii Rebels, rozmawia Adrian Fulneczek.

Jest poprawa w stosunku do pierwszego spotkania?
Cóż trudno ocenić tak naprawdę. Na pewno w końcu ruszyła nasza ofensywa i zdobyła punkty. To istotna sprawa. Defensywa robiła co mogła, ale z tak dobrym atakiem jak ten Giants trudno walczyć. Zrobiliśmy wszystko co mogliśmy jak najlepiej.

Macie bilans 0-4. Co dalej z sezonem Rebels?
Mam nadzieję, że w następnych meczach się rozkręcimy. Walczymy o honor i szacunek w lidze, grając bez importów, tylko polskimi zawodnikami. Bardzo ciężko będzie nam się dostać do playoffów, mamy tego świadomość, ale chcemy się jeszcze pokazać z dobrej strony. Wiemy, że sezon się nie skończył.

Wasz następny mecz to derby ze Steelers.
To na pewno będzie kolejny mecz o honor, spotkanie, w którym będziemy chcieli udowodnić, że na podwórku śląskim jednak nadal, to my dominujemy. Będzie to też dość istotna szansa, żeby podciągnąć trochę morale.

...i wreszcie odnotować pierwsze zwycięstwo?
Cóż, mieliśmy na to wielką szansę z Kozłami, ale zmarnowaliśmy ją. Liczymy na dobre spotkanie ze Steelers, myślę, że powalczymy jak równy z równym i wyjdziemy z tej potyczki zwycięsko.


Giants Wrocław - AZS Silesia Rebels 55:13 (21:0, 20:6 , 14:0, 0:7)

I kwarta
7:0 przyłożenie Deante Battle po 64-jardowej akcji powrotnej po odkopnięciu (podwyższenie za jeden punkt Kamil Ruta)
14:0 przyłożenie Jamala Schultersa po 11-jardowej akcji biegowej (podwyższenie za jeden punkt Kamil Ruta)
21:0 przyłożenie Bartosza Dziedzica po 1-jardowej akcji biegowej (podwyższenie za jeden punkt Kamil Ruta)

II kwarta
27:0 przyłożenie Tomasza Dziedzica po 35-jardowej akcji po podaniu Bartosza Dziedzica
27:6 przyłożenie Marka Białasa po 5-jardowej akcji po podaniu Michała Kołka
34:6 przyłożenie Patryka Matkowskiego po 6-jardowej akcji po podaniu Bartosza Dziedzica (podwyższenie za jeden punkt Kamil Ruta)
41:6 przyłożenie Bartosza Dziedzica po 4-jardowej akcji biegowej (podwyższenie za jeden punkt Kamil Ruta)

III kwarta
48:6 przyłożenie Tomasza Dziedzica po 10-jardowej akcji po podaniu Bartosza Dziedzica (podwyższenie za jeden punkt Kamil Ruta)
55:6 przyłożenie Bartosza Świątka po 17-jardowej akcji powrotnej po przechwyceniu podania rozgrywającego Rebels (podwyższenie za jeden punkt Kamil Ruta)

IV kwarta
55:13 przyłożenie Zbigniewa Szrejbera po 2-jardowej akcji po podaniu Michała Kołka (podwyższenie za jeden punkt Zbigniew Szrejber)

Mecz obejrzało 500 widzów.

MVP meczu: Bartosz Dziedzic (rozgrywający Giants Wrocław)