Spacyfikowani rebelianci

2 kwi 2012

Optymizm po pierwszym zwycięstwie w historii katowickich Rebeliantów nie trwał długo. We Wrocławiu goście otrzymali srogą lekcję futbolu od klubu, który skutecznie przypomniał wszystkim w Polsce, że wie jak wygrywać. I to wygrywać wysoko.

Futboliści, sędziowie i przede wszystkim kibice mieli w drugiej kolejce Topligi pecha do pogody. Przez nawrót zimy trudno było więc zgadywać kto w tramwaju na Stadion Olimpijski chowa pod kurtką czerwoną koszulkę Devils. Na mecz z pewnością jednak wybierała się grupa nastolatek, której rozmowa nie pozostawiała wątpliwości co do tego, kto zrobił na nich najlepsze wrażenie w poprzednim meczu wrocławian: Lucek (znany też jako Hellboy), nowa roztańczona maskotka Diabłów. Nie wspomnieliśmy o nim tydzień temu więc zanim przystąpię do części poważnej, przekazuję komplementy. Lucek był zresztą osobą chyba najlepiej na tę pogodę przygotowaną (futrzasta maska, to na przy okazji wiatru, deszczu i w końcu śniegu, dużo lepszy pomysł niż zwykła czapka).

Złe złego początki
Futbolistom trudne warunki nigdy nie są jednak straszne. Podczas rzutu monetą okazało się zresztą też, że pozwolenie ofensywie Diabłów na rozpoczęcie meczu z piłką w rękach nie było straszne Michałowi Kołowi, trenerowi Rebels. Mała rzecz, ale lepiej było chyba jednak zdecydować się przyjmować pierwszy wykop: zmusić atak gospodarzy, żeby postał jeszcze przez kilka minut w tej temperaturze przy linii bocznej. Może to ochłodziłoby ich palącą potrzebę poprawienia się po meczu z Seahawks. A tak... wystarczyły trzy akcje biegowe i Niles Mittasch zdobył prawdopodobnie więcej jardów niż w całym poprzednim meczu, kończąc serię 25-jardowym biegiem na przyłożenie.

Rebelianci, grający bez swojego wyróżniającego się w pierwszej kolejce running backa Jana Musila, zaczęli dwoma dobrymi biegami Pawła Szmandry i przez chwilę wydawało się, że w tym „naziemnym” pojedynku będą w stanie dotrzymać kroku faworytowi. W trzeciej próbie jednak Szmandra został postawiony w beznadziejnej sytuacji i gdy tylko złapał piłkę, na 10-jardową stratę powalił go Janusz Góralski. Na domiar złego dla gości, punt Arkadiusza Kanickiego został zablokowany i Devils zaczynali już na 30 jardzie przeciwnika. Tyle właśnie po jednym biegu dopisał na swoje konto Mittasch i szanse na drugą z rzędu niespodziankę we Wrocławiu szybko malały.

Strzelanie sobie w kolano
W kolejnej serii jeszcze bardziej obniżyli je zresztą sami zainteresowani. Znów nie zdobyli pierwszej próby i musieli puntować; zbyt wysoki snap zmusił jednak Kanickiego do gonienia piłki w polu punktowym i ratowania sytuacji przez położenie się na futbolówce. Oddanie przeciwnikowi dwóch punktów za darmo, to ostatecznie lepszy pomysł niż od razu siedmiu. Po odkopnięciu Rebels na wysokości zadania stanęła jednak ich defensywa, przechwytując podanie Krzysztofa Wydrowskiego kierowane do Kima Thompsona. Cóż jednak z tego skoro z własnego piątego jarda znów wyjść nie potrafiła katowicka ofensywa, a przy puncie (nie pierwsza i nie ostatnia w tym meczu) kara za uderzenie przeciwnika po zakończeniu akcji znów skróciła Devils drogę do pola punktowego. A 35 jardów znów okazało się dystansem skrojonym akurat na jedną akcję Mittascha.

Rebels, z kolejnym late hitem na koncie, znów nie ugrali w ataku choćby pierwszej próby, ale do przyzwoitego poziomu wracała ich defensywa. Trzy razy z rzędu zmuszali Diabły do gry w trzeciej próbie, a później, tuż przed polem punktowym, wyrwali piłkę z rąk jednego z mających dać Mittaschowi odpocząć running backów. Postawiony pod ścianą atak prowadzony przez Michała Kołka znów jednak tylko stracił kilka jardów, a w trzeciej próbie center po snapie posłał prawdziwą rakietę w kolano zdziwionego rozgrywającego. Quarterback nie zdążył podnieść piłki z ziemi zanim dopadli do niego Szymon Adamczyk i Michał Różycki. Kolejne safety i znów wykop do rywala, po którym akcję powrotną Darriusa Jonesa powstrzymał dopiero sam kopacz. Mimo startu prawie w czerwonej strefie gości, Devils zadowolili się tylko kopnięciem z pola, które zakończyło pierwszą połowę.

Więcej niż spoliczkowani
W drugiej, w ramach nadrabiania strat, Rebels już w pierwszej serii pozwolili na dwukrotne powalenie swojego rozgrywającego, a przy puncie dołożyli do tego przewinienie osobiste. Zaczynającym z 18. jarda gospodarzom nie przeszkodził nawet sack, bo punkty znów zdobył Mittasch. I ponownie zrobił to dzięki biegowi na lewą stronę, po kolejnej identycznie wyglądającej akcji, w której Wydrowski udawał pitch w prawą stronę (prawie zawsze miał za swoimi plecami dwóch biegaczy) i w ostatniej chwili oddawał piłkę w ręce Amerykanina. O ile więc można zaryzykować chwalenie obrony z Górnego Śląska za próbę wychodzenia z trudnych sytuacji, to ta ciągle powtarzająca się akcja Mittascha, na którą nie mieli odpowiedzi, kosztował ich ostatecznie aż 5 przyłożeń.

Warto jednak pamiętać, że nawet bez tych punktów Rebels przegraliby około 20 oczkami, bo sami nie byli ani razu blisko punktowania. Mimo że jak wół harował Szmandra (często bardzo przytomnie czekający na rozwój sytuacji i ustawienie się swoich bloków), goście w całym meczu zdobyli tylko jedną pierwszą próbę. Podobny problem mieli tak naprawdę już jednak przed tygodniem, gdy wysoko pokonali krakowskie Tygrysy. Tam uratowało ich kilka długich akcji, nieco maskując ich problemy z wyborem (lub egzekwowaniem) odpowiednich trzech zagrań, które w sumie złożą się na te potrzebne 10 jardów. Przed tygodniem, pokonany przez nich rozgrywający Filip Mościcki mówił, że jego zespół został „delikatnie mówiąc spoliczkowany” - Rebelianci wiedzą już teraz jakie to uczucie. Co z nim zrobią, zależy już tylko od nich.

Jeśli chodzi o Devils, na pewno podreperowali straty moralne po porażce z Seahawks. Na pewno też przekonali kibiców do Nilesa Mittascha, który meczu z Jastrzębiami nie mógł zaliczyć do udanych. Zakładając, że Mittasch podtrzyma sobotnią formę, to tak dobra gra biegowa w połączeniu z podaniowym arsenałem (może wreszcie przebudzi się Kim Thompson?) wrocławian powinna pomóc im „dotrzeć tam, gdzie założyli, że chce chcą dotrzeć”, jak mówił przed tygodniem Kendral Ellison.

Adrian Fulneczek
a.fulneczek@plfa.pl
Biuro Prasowe PLFA

Nieważne jak zaczynasz...
Z Kennethem Poolem, trenerem głównym Devils Wrocław, rozmawia Adrian Fulneczek. 

Jak ocenia Pan wynik spotkania i grę swojego zespołu?
Nieszczególnie przejmuję się wynikiem, ale jestem bardzo zadowolony z tego, co pokazaliśmy. Intensywność i kontrola nad sytuacją - o to chodziło.

To właściwy sposób, żeby "odbić się" po przegranej z Seahawks?
Tak mi się wydaje. Widziałeś zapewne, że w czwartej kwarcie pozwoliłem odpocząć swoim starterom. Doszliśmy do red-zone, ale tam zaczęliśmy trochę psuć. Przeciwko Seahawks to był jeden z naszych problemów więc tutaj momentalnie wpuściłem z powrotem zawodników pierwszego składu. Chciałem w ten sposób wysłać wiadomość, pokazać zespołowi, że kiedy jesteśmy w czerwonej strefie, będziemy zdobywać punkty.

Poziom, na którym dziś zagraliście jest już tym, który chcecie pokazywać w kolejnych spotkaniach?
Sądzę, że żaden trener nie jest nigdy w pełni usatysfakcjonowany z gry swojego zespołu, bo zawsze można coś poprawić. Ale dla mnie najważniejsze dziś było, nastawienie umysłów moich graczy ponownie na zwycięstwa i dominowanie w meczach futbolu. Tym się zajmujemy i to zrobiliśmy dzisiaj.

Gra biegowa wypadła dzisiaj doskonale. Może przerzucicie się na nią całkowicie?
W tym tygodniu było akurat tak, że przez 6 dni bez przerwy śledziłem prognozy pogody. Widziałem więc co nasz czeka i byłem pewny, że pogoda odegra ważną rolę w tym spotkaniu. Oglądałem też nagranie ich meczu i wiedziałem, że mają tylko pistol-formation. Dlatego właśnie tak dużo biegaliśmy.

Tutaj zaczyna się odwracanie źle rozpoczętego sezonu?
Cóż, tydzień temu mieliśmy wygrany mecz do przerwy, ale później trochę się posypaliśmy. Dlatego dzisiaj powiedziałem swoim graczom: nie chodzi o to jak zaczynasz, ale jak kończysz. I to właśnie pokazaliśmy.

 

Grunt wymykał się spod nóg
Ze Zbigniewiem Szrejberem, skrzydłowym AZS Silesia Rebels, rozmawia Adrian Fulneczek.

Z tego co słyszałem, przygotowywaliście się głównie na grę podaniową Devils - prognozy pogody nie sprawiły, że zakładaliście zmianę ich stylu?
Mieliśmy to na uwadze, ale trzeba tutaj podkreślić nadspodziewanie dobrą dyspozycję Nilesa Mittascha. Nie pokazał aż tyle w pierwszym meczu, ale dzisiaj robił co chciał. Może znaczenie miał też fakt, że trenujemy na sztucznej murawie, gdzie nie ma problemów np. z błotem. Tutaj trochę nie wiedzieliśmy jak się zachować.

I to zdecydowanie nie był wasz dzień.
Dziś nie wychodziło nam nic: ani w obronie, ani w ataku. Do tego zupełnie niepotrzebnie złapaliśmy kilka kar. Myślę, że na samych flagach straciliśmy jedną całą długość boiska...

A te problemy ze snapami i w sumie cztery safeties? Również kwestia dnia, murawy?
Przede wszystkim wkradło się do tego wszystkiego trochę nerwów. Dostaliśmy dwa przyłożenia na początek i grunt sam zaczął wymykać nam się spod nóg. Ostatecznie nie zagraliśmy „na luzie” bżadnego drive'u.

Co po spotkaniu powiedzieli Wam trenerzy?
Wnioski będziemy wyciągać w ciągu tygodnia. Sezon jest długi, a to dopiero jedna porażka. Mamy teraz bilans 1-1...

...tak zresztą jak Devils.
No właśnie. Dlatego musimy wyciągnąć z tego konstruktywne wnioski. Znaleźć błędy i myśleć już o następnym meczu.

 

Devils Wrocław - AZS Silesia Rebels 59:0 (16:0, 11:0, 22:0, 10:0)

I kwarta
6:0 przyłożenie Nilesa Mittascha po 24-jardowej akcji biegowej
14:0 przyłożenie Nilesa Mittascha po 30-jardowej akcji biegowej (podwyższenie za dwa punkty Tomasz Tarczyński)
16:0 dwa punkty dla Devils za powalenie zawodnika Rebels w jego polu punktowym

II kwarta
22:0 przyłożenie Nilesa Mittascha po 35-jardowej akcji biegowej
24:0 dwa punkty dla Devils za powalenie zawodnika Rebels w jego polu punktowym
27:0 28-jardowe kopnięcie z pola Krzysztofa Wisa

III kwarta
33:0 przyłożenie Nilesa Mittascha po 25-jardowej akcji biegowej
35:0 dwa punkty dla Devils za powalenie zawodnika Rebels w jego polu punktowym
42:0 przyłożenie Grzegorza Mazura po 24-jardowej akcji po podaniu Krzysztofa Wydrowskiego (podwyższenie za jeden punkt Krzysztof Wis)
49:0 przyłożenie Tomasza Tarczyńskiego po 1-jardowej akcji biegowej (podwyższenie za jeden punkt Krzysztof Wis)

IV kwarta
51:0 dwa punkty dla Devils za powalenie zawodnika Rebels w jego polu punktowym
59:0 przyłożenie Nilesa Mittascha po 18-jardowej akcji biegowej (podwyższenie za dwa punkty Tomasz Tarczyński)


Mecz obejrzało 300 widzów.