Bezbolesne narodziny

30 mar 2012

Nowy rozdział w futbolowej historii Górnego Śląska właśnie oficjalnie się rozpoczął. Połączone siły Warriors Ruda Śląska i AZS Silesia Miners zrodziły twór,  który przyszedł na świat podczas niedzielnego spotkania z Kraków Tigers. Poród odbył się prawie bezboleśnie.

Pierwsze kopnięcie należało do noworodka (debiutujących na bocznym boisku Stadionu Śląskiego). Zgromadzeni na trybunach kibice i stojący przy linii bocznej w momencie wybicia piłki chórem krzyknęli „Rebels!”, co można uznać za oficjalny początek ich działalności na polskich boiskach. Zaraz po tym przyszły pierwsze kłopoty, bo Kamil Piwowar po świetnej akcji powrotnej doprowadził Tygrysy aż na połowę rywala. Tam jednak obrona życia, dopiero co narodzonego, była już bezbłędna i po nieudanej akcji w czwartej próbie goście z Krakowa szybko stracili piłkę.

Prawie-przyłożenie i przechwyt
W swojej debiutanckiej serii Rebelianci pokazali, że chcieliby jak najszybciej zdobyć jak najwięcej. Ale trzy próby długich podań nie dotarły do celu i trzeba było odkopywać piłkę. Po puncie znów mieli problem z zatrzymaniem akcji powrotnej, która pozwoliła Tigers zaczynać atak aż na 30. jardzie gospodarzy. Po początku serii rozgrywający Filip Mościcki i jego ofensywa po raz kolejny musieli jednak walczyć w czwartej próbie. Tym razem z dużo lepszym skutkiem: długo pozostawiony sam sobie w polu punktowym Thad Gaebelein został dopiero w ostatniej chwili zaatakowany przez safety Rebels, ale nie miał już zamiaru wypuścić piłki z rąk. Tygrysy próbowały zdobyć dwa punkty w podwyższeniu, ale bez powodzenia.

Jak to zwykle bywa, jeśli po utracie punktów podwyższenie przeciwnika jest nieudane, to dodaje trochę energii. Większość z niej musiała przepłynąć do ramienia Michała Kołka, bo w kolejnej serii jego długie podanie jakieś 30 jardów dalej złapał Paweł Szepiszczak. Po tym zagraniu obrona Tigers najwidoczniej przypomniała sobie, że po przyłożeniu kolegów z ataku to oni powinni być stroną mocniej zmotywowaną i dwukrotnie powalili Rebeliantów parę jardów za linią wznowienia akcji. Po puncie goście nie potrafili jednak ugrać choćby jednej pierwszej próby i też odkopywali piłkę.

W kolejnej serii na karty futbolowej historii nowego klubu ze Śląska mógł wpisać się Sebastian Tyrka. Po idealnym podaniu Kołka, które samo zdawało się szukać rąk skrzydłowego, wystarczyło przytrzymać piłkę. Tyrce nie było to jednak w tym momencie dane, ale gospodarze mogli się pocieszać. Zdobyli przecież swoje pierwsze prawie-przyłożenie. To już niezła zapowiedź przyszłości. I przestroga dla Tygrysów, którzy wreszcie wzięli się do pracy w ataku, zdobywając kilka pierwszych prób, ale kończąc serię przechwytem Artura Loncierza, który w pięknym stylu, przy samej ziemi złapał piłkę zagraną zbyt wysoko dla skrzydłowego.

Sprytny jak Rebeliant
To jednak również nie zmieniło obrazu tego szarpanego spotkania. Kolejne trzy serie, to sacki na obu rozgrywających i ciągła dominacja defensyw. Coś konstruktywnego pierwsi stworzyli gospodarze, których grający trener w trzeciej próbie posłał wysokie podanie (znów świetnie, w tempo) do Zbigniewa Szrejbera, który doholował piłkę aż w okolice piątego jarda gości. I mimo że kolejne podejście Rebeliantów zakończyło się utratą kilku jardów, to już w następnym pierwsze punkty zdobył dla nich, dotąd niewidoczny import ze Stanów Zjednoczonych, James Dobson.

Jak to się stało, że ta dziewięciojardowa akcja biegowa była jego bodajże pierwszą w całym spotkaniu? Wszystko za sprawą krycia, które przypisali mu Tigers. Na początku każdej akcji ofensywnej Dobson miał tuż przed sobą ścianę zbudowaną z dwóch rywali, przypominającą trochę ustawienie przy puncie. W większości sytuacji nie mógł w związku z tym zrobić nic, ale w okolicy pola punktowego w końcu jemu i trenerom udało się przechytrzyć przeciwnika. Dobson, ustawiony daleko na prawym skrzydle, jeszcze przed początkiem akcji zaczął nagle biec na drugą stronę formacji, a dwóch próbujących nadążyć za nim Tygrysów zostało w tyle, próbując przebiec obok ustawionych na drodze kolegów. Pozostawiony sam sobie Dobson otrzymał piłkę i dzięki blokom, przebiegł obok, niespodziewających się takiej akcji, graczy z Krakowa.

Drugi cios Rebels w tym meczu, zadany już w trzeciej kwarcie, to znów jedna długa akcja. Rebelianci byli na połowie boiska i mając sześć jardów do przejścia w trzeciej próbie zdecydowali się na zagrywkę biegową. Zdobyli znacznie więcej niż potrzebowali, bo Jan Musil popędził z piłką – radząc sobie po drodze z dwoma Tygrysami, aż w pole punktowe. Swój wyczyn (przynajmniej jeśli chodzi o ilość zdobytych jardów) poprawił jeszcze w kolejnej serii, gdy wyprowadził Rebels z ich własnego „przedpola” 80-jardowym biegiem pod samą bramkę rywali. Formalności po tej fenomenalnej akcji Czecha dopełnił Paweł Szmandra i gospodarze prowadzili już 21:6.

Chrzest... bojowy
Tygrysy próbowały jeszcze zmienić losy tego spotkania, ale gdy niedługo później (będąc już na połowie ex-Górników) 15-jardowym biegiem popisał się Mościcki, po zderzeniu z obrońcą wypuścił piłkę. Odzyskane w ten sposób posiadanie Ślązacy szybko zamienili na kolejne punkty. Po dojściu do połowy boiska Rebels zostali cofnięci o 10 jardów przez flagę, ale znów w trzeciej próbie wyszli z opresji. I to jak! Kołek podał na środek boiska gdzie Szrejber w zamieszaniu zdołał złapać futbolówkę, wyrwać się przeciwnikowi i tanecznym krokiem odprowadzić ją w pole punktowe. Trudno było już mieć wątpliwości co do tego, która drużyna będzie po ostatnim gwizdku na inaugurację świętować zwycięstwo. Kolejna akcja biegowa Dobsona (co prawda tym razem o jakieś 79 jardów dłuższa niż ta pierwsza) i jeszcze jedno podanie Kołka do Szrejbera ustaliły wynik końcowy na 40:6.

Wysoko, bezboleśnie i radośnie dla Rebels, ale jeśli ten mecz był ich narodzinami i przy okazji chrztem, to kolejne spotkanie w ich terminarzu można nazwać tylko chrztem bojowym. Do Wrocławia na pojedynek z Devils Ślązacy pojadą oczywiście pełni optymizmu, ale – mimo tych wszystkich punktów – martwiący jest trochę sposób zdobycia zdecydowanej większości z nich. Długie akcje, czy angielskie ”big plays” są oczywiście najlepszym, co może ci się w futbolu zdarzyć, ale opieranie swojej ofensywy na nich to ryzykowny pomysł. Dlaczego? Bo jednego dnia wychodzą, ale kolejnego już po prostu nie. Rebels brakowało w tym spotkaniu serii, w której zdobywaliby jedną pierwszą próbę po drugiej i jardy w każdej z kolejnych. Ratowały ich właśnie te długie, kilkunasto- i kilkudziesięciojardowe zagrania.

Ale co Ślązacy zrobią, kiedy ich zabraknie? Cóż, po ich ponownych narodzinach mają oczywiście jeszcze wiele czasu na określenie swojej tożsamości, ale ”big play offense”, to nie najlepszy pomysł. (Szczególnie z drużynami takimi, jak Devils, Seahawks czy Eagles przeciwko, którym warto długo utrzymywać się przy piłce). Jeśli chodzi natomiast o krakowskie Tygrysy, zdaje się, że pracy do wykonania jest więcej. Mościcki co prawda wielokrotnie pokazywał, że potrafi pod presją wyrwać się obrońcom rywala, ale mimo zdobytego czasu jego skrzydłowi rzadko dochodzili do posyłanych w ich kierunku podań. Z twardą, mimo wyniku, niepozwalającą na wiele, obroną gracze z Grodu Kraka mają potencjał, którego na pewno więcej będą chcieli pokazać w meczu z Kozłami.


Adrian Fulneczek
a.fulneczek@plfa.pl
Biuro Prasowe PLFA


Tu i teraz
Z Michałem Kołkiem, trenerem głównym i rozgrywającym AZS Silesia Rebels, rozmawia Adrian Fulneczek.

Nowa era rozpoczęta od zwycięstwa, ale po pierwszej kwarcie brakowało chyba powodów do optymizmu? Pojawiło się wtedy jakieś zwątpienie?
Gdyby tak się stało to wynik końcowy nie wyglądałby tak, jak wygląda. Dobry zawodnik jest w stanie dostosować się do sytuacji i wyjść z niej zwycięsko. To właśnie zrobiła nasza drużyna. Trzymaliśmy się razem i w końcu udało nam się znaleźć sposób na wyjście z impasu. Każde kolejne udane zagranie motywowało nas do dalszej walki.

James Dobson był reklamowany jako skrzydłowy, ale to dwie jego akcje biegowe miały duży wpływ na wynik. Jak macie zamiar dalej ustawiać go na boisku?
Wychodzę z założenia, że ”playmakerzy” muszą dostawać piłkę do rąk w każdy z możliwych sposobów. James był podwajany na linii wznowienia akcji, co skutecznie ograniczało jego udział w grze podaniowej. Zaczęliśmy, więc zmieniać jego pozycje na boisku, by pozwolić mu robić to, w czym jest najlepszy. Podobnie z resztą było z Jankiem Musilem (jedno przyłożenie i około 150 jardów biegów) i Zbigniewem Szrejberem (dwa przyłożenia i około 200 jardów zyskanych przez złapanie podań) - wystarczy odpowiednio rozdysponować piłkę pomiędzy najlepszych zawodników, by ofensywa była tak eksplozywna, jak nasza w niedzielnym meczu. Lista playmakerów Rebels nie kończy się jednak na tych trzech graczach i jestem pewien, że w kolejnych starciach na listę punktujących wpiszą się kolejni świetni zawodnicy.

Ofensywa jak widać spełniła swoje zadanie, ale jesteście też chyba zadowoleni z defensywy?
Gdyby nie jeden błąd w odpowiedzialności safety'ego, tablica wyników wskazywałaby 40:0. Nasza obrona była świetnie przygotowana i z niesamowitą skutecznością zatrzymywała ich serie ofensywne. W tym sezonie posiadamy na tyle mocną ekipę, że wyrównana walka o pierwszy skład występuje prawie na każdej pozycji. W meczu z Tigers nie wystąpiło dwóch starterów, ale wynik świadczy o klasie ich zastępców. To, w połączeniu z bardzo dobrym kierowaniem defensywą przez Łukasza Samojłowicza, pozwala mi stwierdzić, że nasza obrona przez cały sezon będzie sprawiała wiele kłopotów przeciwnikom.

Przed tym spotkaniem czuliście się silni? Spodziewaliście się tak wysokiego zwycięstwa i prowadzenia w tabeli?
Wchodziliśmy w rozgrywki z pewnością siebie, której brakowało w Miners przez ostatnie dwa lata. Udany sparing z Brnem i poczucie naprawdę solidnego, przygotowanego do sezonu składu dawało nam potrzebny komfort psychiczny. Nigdy nie zgadujemy jaki będzie wynik końcowy, ale nie można ukrywać, że widok 40:6 i pierwsze miejsce w tabeli cieszy.

Taki start sezonu tylko utwierdza Was w objętych wcześniej celach na ten rok, czy może dopiero teraz przekonaliście, że nie powinniście być przesadnie skromni?
Moim zdaniem skromności nigdy za wiele, szczególnie po pierwszym spotkaniu. Sformułowanie "pewność siebie" chyba najlepiej oddaje nastawienie naszej drużyny. Arogancja jest zawsze katastrofalna w skutkach. Nigdy nie wybiegamy w przyszłość dalej, niż jeden mecz, podobnie jak nie zachwycamy się wcześniejszymi sukcesami - liczy się tylko tu i teraz. Tak mamy zamiar podchodzić do wszystkich kolejnych spotkań.

 

Delikatnie mówiąc spoliczkowani
Z Filipem Mościckim, rozgrywającym Kraków Tigers, rozmawia Adrian Fulneczek.

Jakie mieliście przedmeczowe założenia, plan na powstrzymanie Rebels?
Nasz plan był bardzo prosty. Mieliśmy w ofensywie szanować piłkę i iść do przodu, a w defensywie agresywnie atakować ich przed przekroczeniem line of scrimage. Ostatnie dwa spotkania, przed tym meczem, ze śląską drużyną wygraliśmy. Dlatego też wiedzieliśmy, że nie są poza naszym zasięgiem.

Co się stało dzisiaj?
Na wielkie brawa zasługuje formacja obronna Rebels. Byli bardzo skuteczni w powstrzymywaniu gry podaniowej i biegowej, a jeśli udało nam się wypracować już konstruktywne akcje, sami popełnialiśmy błędy.

Rzeczywiście zazwyczaj po bardzo krótkich seriach musieliście opuszczać murawę.
To miało bezpośredni wpływ na przebieg całego spotkania. Przez to, że ofensywa nie była w stanie zostać dłużej na boisku, defensywa była zmuszona do bardzo ciężkiej pracy. Stąd ten wynik.

Jak podziała na Was ta porażka?
Sądzę, że motywująco. W niedziele zostaliśmy, delikatnie mówiąc, spoliczkowani. Nikt w drużynie nie zamierza wystawiać Rebels ani innej drużynie drugiego policzka.


AZS Silesia Rebels - Dom-Bud Kraków Tigers 40:6 (0:6, 7:0, 27:0, 6:0)

I kwarta
0:6 przyłożenie Thada Gaebeline’a po 27-jardowej akcji po podaniu Filipa Mościckiego

II kwarta
7:6 przyłożenie Jamesa Dobsona po 9-jardowej akcji biegowej (podwyższenie za jeden punkt Jan Musil)

III kwarta
14:6 przyłożenie Jana Musila po 58-jardowej akcji biegowej (podwyższenie za jeden punkt Jan Musil)
21:6 przyłożenie Pawła Szmandry po 5-jarodowej akcji biegowej (podwyższenie za jeden punkt Zbigniew Szrejber)
28:6 przyłożenie Zbigniewa Szrejbera po 63-jardowej akcji po podaniu Michała Kołka (podwyższenie za jeden punkt Zbigniew Szrejber)
34:6 przyłożenie po Jamesa Dobsona po 13-jardowej akcji biegowej

IV kwarta
40:6 przyłożenie Zbigniewa Szrejbera po 25-jardowej akcji po podaniu Michała Kołka


Mecz obejrzało 650 widzów.