Show must go on!

2 maj 2015

25 kwietnia, na własnym boisku Rebels ponieśli swoją pierwszą od dawna porażkę. W to sobotnie popołudnie to krakowianie okazali się być lepsi zarówno w ofensywie jak i defensywie.

Pomimo wyrównanego początku, Kings rozpędzali się z każdą kolejną akcją. Wynik otowrzył Jan Musil, który po krótkim biegu znalazł się w polu punktowym. Już za chwilę przyłożeniem odpowiedział Michał Dybowicz. W ten sposób pierwsza kwarta skończyła się wynikiem 7-7.

Kolejna część spotkania owocowała w niemniej widowiskowe akcje ze stron obu drużyn. W szeregach Rebeliantów wspaniałym, 42-jardowym biegiem popisał się Kajetan Grochowski. Odpowiedź przyszła równie szybko, jak ostatnio. Tym razem autorem przyłożenia był Paweł Jankowski. Po krótkim biegu znalazł się w polu punktowym katowiczan. Próba podwyższenia okazała się nieudana, więc wynik spotkania był korzystniejszy dla Rebels. Jeszcze przed końcem pierwszej połowy gospodarze pojawili się w strefie punktowej krakowian kolejny raz. Dzieła dokonał aktywny tego dnia Jan Musil po 20-jardowym biegu. Tym razem jednak to Rebels nie udała się próba podwyższenia, a na przerwę schodzili z wynikiem 20-13.

W drugiej połowie obraz gry całkowicie uległ zmianie. Rebelanci w ataku nie mogli przedrzeć się do przodu, natomiast w defensywie oddawali wiele jardów po biegach środkiem. Na domiar złego Rebelianci kilkukrotnie gubili piłkę niedaleko własnego pola punktowego. Do końca meczu Kings ustalili wynik na 20-41, dzięki aż trzem przyłożeniom Michała Dybowicza oraz jednemu ze strony Pawła Jankowskiego.

Pomimo porażki w szeregach Rebels świetnie grała trójka zawodników: Sebastian Tyrka, Kajetan Grochowski oraz Jan Musil. Pierwszy z nich najczęściej zatrzymywał często wykorzystywanego tego dnia Michała Dybowicza, natomiast pozostała dwójka zapewniła zdobycz punktową dla katowiczan w postaci trzech przyłożeń.

Miejmy nadzieję, że Rebelianci po tej porażce wyciągną wnioski, i do Częstochowy pojadą głodni kolejnego zwycięstwa.  

Martin Placek