REBELS' CAMP - 3 dni, 3 trenerów, 3 boiska

18 lis 2013

Długi listopadowy weekend upłynął Rebels w bardzo futbolowym stylu - zawodnicy oraz sztab trenerski spotkali się na trzydniowym zgrupowaniu w Węgierskiej Górce. O tym co się tam działo, opowiedział nam jeden z obecnych na campie Rebeliantów. Zapraszamy do lektury...


Piątkowe popołudnie. Koniec zajęć na uczelni. Wyczekiwany od czerwca weekend -  długi listopadowy weekend, podczas którego miał odbyć się pierwszy w historii camp AZS Silesia Rebels. Po dwugodzinnej podróży dotarliśmy do ośrodka wypoczynkowego w Węgierskiej Górce - ta miejscowość w Beskidach stała się naszą bazą treningową na najbliższe 3 dni. Po zameldowaniu się, otrzymaliśmy szczegółowy plan na kolejne 72 godziny pod znakiem futbolu.
            Następnego dnia na śniadanie nie w sposób było zaspać. Trener Samel żałując chyba, że nie będzie w stanie udać się na odbywający się wieczorem w katowickim Spodku „Mayday” (święto muzyki elektronicznej), dał upust swojemu niezadowoleniu wypełniając cały ośrodek dźwiękiem gwizdka. Do pełni szczęścia brakowało jeszcze laserów, stroboskopów i białych rękawiczek. Podczas śniadania został nam przedstawiony gość specjalny campu – JK, który podczas campu odpowiadać miał za przygotowania defensywy ( o JK więcej wkrótce).
Po śniadaniu koniec sielanki i czas na ciężką pracę – czyli to, na co każdy z nas czekał. Każda formacja we własnym zakresie rozpoczęła instalowanie swojego systemu gry, później przeszliśmy do instalacji special teams i tę sesję treningową zakończyliśmy ćwiczeniami poprawiającymi zwinność i koordynację. To czego nam na pewno nie brakowało podczas pobytu, to jedzenie. Dużo, smacznie i rozmaicie. Obiad  potwierdził tylko że na małą ilość jedzenia nikt nie będzie mógł narzekać. Co prawda pojawiły się głosy rozżalenia że grilowany kurczak z ryżem to nie to samo co kiełbasa z ogórkiem, no ale jak nie ma co się lubi, to się lubi co się ma. Przed następnym obiadem (! nie było I i II śniadania, ale przynajmniej dali dwa obiady), każda z formacji udała się na spotkania dotyczące taktyki oraz systemów gry, które będziemy wdrażać podczas przygotowań do nadchodzącego sezonu. Przed kolejnym tego dnia treningiem do naszego obozowego sztabu trenerskiego dołączył ostatni jego członek, koordynator ofensywy – Ralph Mcgaw. W zasadzie można powiedzieć, że cyfrą przewodnią campu była liczba „3” – 3 trenerów, 3 boiska, 3 dni.
Drugi dzień obozu był powtórką z rozrywki: dobrze przepracowane treningi przeplatające się pysznymi posiłkami. Wieczorem mieliśmy chwilę czasu, żeby się „ponudzić” – część  nas zasiadła przed telewizorem, żeby oglądać mecze NFL, inni wygrzewali się w saunie, lub rozgrzewali przy grillu. Ostatni dzień obozu przebiegł pod znakiem maratonu z nagraniami naszych sesji treningowy. Każda zagrywka została dokładnie omówiona, by wyeliminować niepotrzebne błędy  zarówno z strony ofensywy jak i defensywy. Ostatnim punktem dnia było spotkanie drużynowe  podsumowujące obóz, podczas którego zostało wybranych trzech najbardziej wyróżniających się graczy. W defensywie MVP został Tomasz Talik (DT), w formacji ataku Michał Kołek (QB) a w formacjach specjalnych prym wiódł wracający do gry Marek „Prezes” Stajer (G). Po oficjalnej części przystąpiliśmy do „rywalizacji o pozycje”, w czasie której podzielono nas na 4 grupy. Każda z grup  dostała specjalnie zadanie do wykonanie, które zostało ocenione przez surowe i wymagające jury w składzie Kuba Samel, Ralph Mcgaw i JK. W 1 grupie znaleźli się receiverzy, runnig backs i rozgrywający, a ich zadaniem było sparodiowanie pozostałych zawodników. Grupa 2 to defensive back, którzy przedstawili swoją  bardzo specyficzną wersję Czerwonego Kapturka. Linia ofensywna tworząca 3 grupę, wykonała interpretację „maoryskiej haki,” a grupa 4 to linia defensywna wsparta przez drugą linię obrony, tańczącej w rytm „Harlem Shake”. Zwycięzcami tego zaciętego boju została pierwsza grupa, która w nagrodę otrzymała możliwość ułożenia treningu kondycyjnego dla reszty drużyny na treningu w Katowicach.
            Wyjeżdżaliśmy z ośrodka trochę niechętnie, żałując że obóz trwał tylko 3 dni, lecz z przeświadczeniem, że był to jeden z najlepszych weekendów i wywieziemy z niego wielki bagaż doświadczeń,. Przez te 3 intensywne dni zbudowaliśmy mocny fundament do dalszych przedsezonowych przygotowań.